← blog

Dlaczego wymieniłem WordPress na Astro (i dlaczego Ty pewnie tego nie zrobisz)

WordPress to komunizm — sam stwarza problemy i sam je rozwiązuje kolejnymi wtyczkami. Pokazuję dlaczego wymieniłem go na Astro, jak buduję z AI strony w markdownie i kiedy WordPress mimo wszystko zostaje.

#AI @Astro @Claude Code #WordPress
Dlaczego wymieniłem WordPress na Astro (i dlaczego Ty pewnie tego nie zrobisz)
// spis treści

Nazywam się Damian Ślimak. Wykładam na Uniwersytecie Jana Długosza w Częstochowie, prowadzę Nawigator AI, gdzie tłumaczę podstawy sztucznej inteligencji, budowanie baz wiedzy i narzędzia. Poznajcie Wolnisia — ślimaczka, który wygląda trochę jak ja (tylko ładniej). Wolniś bardzo lubi lekkie strony internetowe. Dlatego dziś opowiem, dlaczego wymieniłem WordPressa na Astro.

WordPress działa jak komunizm

Sam stwarza problemy i sam je rozwiązuje. Elementor, Divi, Gutenberg, WooCommerce — składamy strony z tych klocków, po drodze doinstalowujemy wtyczki, żeby naprawić to, co poprzednie wtyczki zepsuły. Efekt: strony wolne, serwery wybuchają, lawina wtyczek.

Widziałem WordPressy z 100-150 wtyczkami. 50 aktywnych. Ruszasz cokolwiek — coś wybucha w innym miejscu. Standardem jest 20+ wtyczek na stronie i to już zaczyna boleć.

Trzy wtyczki do SEO, każda liczy inaczej

Zainstalowałeś Yoast. Twój builder też ma sekcję SEO. Cache'ująca wtyczka też. Kiedyś dodałeś RankMatha "na próbę". Cztery narzędzia opisują ten sam tag <title>. Każda mówi co innego. Zgadnij, którą przekonuje Google.

Każda wtyczka ma wersję Pro. "Zapłać mi, dam Ci więcej." Nie płacisz — szukasz darmowej alternatywy. Instalujesz drugą. Nakładają się. Śmieci w bazie danych rosną.

Pęczniejąca piwnica

Wrzucasz jeden obrazek. WordPress robi 3-5 kopii w różnych rozmiarach. Masz WooCommerce — jeszcze więcej. Czasem jedno zdjęcie w 17 wersjach, z czego używasz dwóch.

Usuwasz stronę z 50 obrazkami. Strona znika, obrazki zostają na serwerze. Wejdź w Media — zobaczysz historię z życia sprzed 15 lat.

Bonus: WordPress trzyma do 100 wersji każdego wpisu. Wszystko w jednej tabeli wp_posts. Baza puchnie, serwer zwalnia. Rozwiązanie? Kolejna wtyczka do sprzątania.

Aktualizacje = ruletka rosyjska

Klikasz "aktualizuj". Może zadziała, może wywali pół sklepu. Są nawet płatne usługi, które przed aktualizacją robią backup i cofają, jeżeli coś padnie.

Gorzej z WooCommerce. Wtyczka się zaktualizowała → wywaliła → cofasz bazę sprzed 15 minut → w międzyczasie klient złożył zamówienie → zamówienie znika. Widziałem to na żywo.

Wtyczki, które padają same z siebie

Wtyczka sprawdza licencję na zewnętrznym serwerze. Serwer pada — Twoja strona ładuje się 10 sekund dłużej, bo czeka na odpowiedź, której nie będzie. Ostatnio na Presta 1.7 padł serwer licencyjny jednej wtyczki — pół sklepów w Polsce nie mogło się zalogować do panelu. Frontend działał, backend nie. W WordPressie taki scenariusz zdarza się regularnie.

Astro — strony statyczne z klocków, nie z IKEA

Astro to framework, który generuje statyczny HTML. Bez bazy danych, bez PHP, bez wywoływań serwera. Renderujesz na swoim komputerze, wysyłasz gotowe pliki na serwer.

Klocki są małe — nie takie jak w Divi, gdzie musisz ogarniać całe "sekcje bohaterów". To są zwykłe snippety kodu. Coś jak shortcode w WordPressie, tylko sensowne.

A że jestem leniwy, do klocków wynajmuję Gemini albo Claude Code. Mówię: "Zrób mi cennik". AI generuje strukturę, wrzuca do pliku, ja publikuję. Nie napisałem ani jednej linijki kodu, tworząc swoje trzy obecne strony. Wysłałem AI zdjęcie z innej strony jako referencję i powiedziałem, co ma być. Dostałem.

Markdown + MDX = mój content

Każdy artykuł to plik .md:

Gdy potrzebuję czegoś więcej — MDX pozwala wstawić komponenty. Komponent YouTube u mnie zajmuje 6 linijek. W artykule piszę <YouTube id="..." /> i on zaciąga tytuł, opis, miniaturę. Bez wtyczki, bez 200 KB dodatkowego JS-a.

Obrazki — jedna linijka, koniec sprawy

WordPress: instalujesz wtyczkę do kompresji, wersja darmowa robi 20 zdjęć miesięcznie, płacisz za resztę.

Astro: jedna linijka konfiguracji. Wrzucasz obrazek 6 MB → automatycznie minimalizowany do rozmiaru na stronie, konwertowany do AVIF albo WebP. Bez wtyczki, bez opłat, bez klikania.

SEO w praktyce

Podłączasz jedną linijkę integracji. W markdownie uzupełniasz title i description. Koniec. Sitemap? Piszesz do ChatGPT "wygeneruj mi sitemap na takich warunkach" — dostajesz gotowy skrypt. Zero wtyczek, zero konfiguracji.

Moje wyniki w PageSpeed: 99-100 na 100. Jedna strona 98 (bo użyłem taga, którego nie chciało mi się optymalizować). W WordPressie żeby to osiągnąć, musisz mieć wtyczkę cache'ującą, która "podrasowuje" wyniki dla testerów, a niekoniecznie dla realnych użytkowników.

Deploy jak kopiowanie folderu

Migracja WordPressa: dump bazy, import na nowy serwer, wp-config, wtyczka Better Search Replace, klikanie po opcjach. Kilka godzin.

Migracja Astro: kopiujesz katalog na nowy serwer. Koniec.

Wehikuł czasu: WordPress trzyma 100 rewizji każdego wpisu. Prawie nigdy do nich nie wracasz. W Astro wszystko siedzi w Gicie. Jestem programistą, więc dla mnie to naturalne. Dla kogoś bez Gita — rewizje WordPressa mają sens.

Zero konserwacji, zero ataków

Nie mam bazy danych. Nie mam PHP. Nie mam logowania. Jedyny sposób, żeby się na mnie włamać, to przejąć hasło do FTP. Nie boję się, że wycieknie mi hash z wp_users ani że dziurawa wtyczka wpuści bota. Nie ma czego dziurawić.

Bonus dla agencji: klient, któremu wygenerujesz Astro, nie może pójść do konkurencji z całym źródłem. Ma tylko wersję finalną. Ty trzymasz repozytorium. Nie lubię tego słowa, ale — uwiązanie klienta. Chyba że umówicie się, że wysyłasz mu też źródło na Git.

Kiedy WordPress zostaje

Mimo wszystko: klientom nadal robię WordPressy. Bo klient teoretycznie chce mieć wp-admin. Praktycznie i tak dzwoni do mnie, żeby zmienić telefon w stopce. Ale psychologicznie potrzebuje wiedzieć, że mógłby.

Ostatnio zacząłem tłumaczyć części klientów: "Ty i tak tego nie tkniesz, zamiast płacić za wtyczki, przepiszmy na Astro, ja będę utrzymywał, wyjdzie taniej". Niektórzy się zgadzają. Większość nadal chce klikać w Gutenberga (którego i tak nie klika).

Hybryda — jeżeli musisz mieć oba

Headless: WordPress jako backend do edycji, Astro jako frontend. Klient klika Zapisz → Astro re-renderuje statyczną wersję → wypycha na inny serwer. Backend można wyłączyć na noc — strona działa dalej. Jak backend padnie od ataku — strona działa dalej. Ja tego nie używam (nie potrzebuję), ale to sensowne dla dużych redakcji.

Dlaczego Ty pewnie tego nie zrobisz

Bo:

Miałem tak samo. Przełamałem się dopiero, jak przesiadłem się na markdown i notatki w AI. Kiedy content i tak masz w plikach .md, generowanie strony w Astro trwa 30 sekund, a nie 3 godziny w Gutenbergu.

Zatrudnij roboty, uwolnij ludzi. Twoich stron nie musisz klikać. Możesz je pisać.


P.S. Ta strona, którą teraz czytasz — Astro. Napisałem ją w markdownie z Gemini i Claude. Zero PHP, zero bazy, zero wtyczek.