▸ // spis treści
To efekt uboczny audytu moich mediów społecznościowych, który robiła mi Magdalena Magdziarz z CMS.com. Wyciągnąłem z rozmowy jeden techniczny tip i przerobiłem go na zmianę w narzędziu, jeszcze zanim skończyłem oglądać nagranie.
Mam skilla, który z gotowego artykułu na blogu robi trzy posty: LinkedIn, Facebook i Instagram. Osobne teksty, nie ta sama treść trzy razy. Napisałem go, żeby nie tracić po godzinie na każdy wpis.
Instagramowa część tego skilla miała w regułach jedno zdanie napisane wielkimi literami: zero hashtagów, świadomie.
Argument był sensowny. Trzydzieści tagów pod postem wygląda jak spam, a caption ma być czysty jak podpis pod zdjęciem.
Argument był też nieaktualny.
Z tego artykułu dowiesz się:
- czemu opisy z Instagrama nagle zaczęły się liczyć w wyszukiwarce,
- czym różni się hashtag przynoszący followersów od hashtaga przynoszącego klienta,
- co dokładnie zmieniłem w trzech plikach, żeby generator to uwzględniał,
- jak wygląda gotowy opis po przebudowie.
Co powiedziała Magda
Podczas audytu padło zdanie, przy którym zatrzymałem notatki:
Aktualnie preferuje się wykorzystywanie miejsca na opis pod kątem pozycjonowania, bo od stycznia te treści indeksują się w Google. Oprócz hashtagów - daję pięć, zazwyczaj niedużych, nie tych ze stoma tysiącami wyświetleń, bo tak się nie pozyska klienta, tylko followersów. Szukam takich, które ma tysiąc, czasem kilkaset ludzi. I pod spodem dodaję kilka fraz kluczowych.
To jest tip, który da się wdrożyć tego samego dnia, bo nie wymaga zmiany strategii ani nagrywania rolek. Wymaga zmiany dwóch linijek w regułach i jednego akapitu w protokole.
Rozbijmy go na części, bo siedzą w nim dwie osobne rzeczy.
Rzecz pierwsza: opis przestał być tylko podpisem
Do niedawna caption na Instagramie żył wyłącznie wewnątrz Instagrama. Ktoś przescrollował, przeczytał albo nie, koniec historii.
Od stycznia 2026 te opisy są indeksowane przez Google. To zmienia rachunek: tekst pod zdjęciem jest teraz treścią wyszukiwalną, dokładnie jak akapit na stronie. Post nie umiera po 48 godzinach w feedzie - zostaje w wynikach wyszukiwania.
Mój skill traktował caption jak zajawkę do kliknięcia „link w bio". Trzy zdania i cisza. Marnowałem miejsce, które od pół roku pracuje inaczej.
Rzecz druga: wąskie tagi zamiast masowych
To jest fragment, który przewrócił mi myślenie najbardziej, bo działa wbrew intuicji.
Wrzucasz post pod #ai. Tag ma miliony postów. Twój wisi na górze przez jakieś trzy sekundy, potem spycha go dwadzieścia kolejnych. Ktoś przescrolluje, może kliknie serduszko, może zaobserwuje.
Followers +1. Klient +0.
Wrzucasz ten sam post pod #automatyzacjafirmy. Tag ma kilkaset kont. Twój post jest tam widoczny przez wiele godzin. I - to jest sedno - ludzie, którzy przeglądają taki tag, nie robią tego z nudów. Szukają konkretu.

Ruch mniejszy. Trafienie celniejsze.
Ta sama logika, którą znam z Google Ads od lat: fraza ogólna zbiera ciekawskich, fraza długa zbiera kupujących. Tylko nie przyszło mi do głowy, żeby przenieść ją na hashtagi.
Co zmieniłem w skillu
Generator siedzi w dwóch miejscach: reguły stylu opisują jak ma brzmieć tekst, a protokół komendy opisuje co ma powstać i gdzie wylądować. Zmiana dotknęła obu.
Plik pierwszy: reguła stylu Instagrama
Ścieżka: .claude/rules/writer/instagram.md
Tu wyleciało zdanie o zerowych hashtagach i weszła nowa sekcja. Najważniejsza część to rozróżnienie, którego wcześniej w regule nie było w ogóle - że caption ma teraz dwie warstwy.
Warstwa pierwsza to zajawka. Bez zmian: dwa, trzy zdania, hook zatrzymujący kciuk, CTA do bio. Ta część zostaje czysta, bez krzyżyków w środku zdania.
Warstwa druga to blok SEO, oddzielony pustą linią. Dopisałem do niego twarde kryteria, żeby model nie improwizował:
- dokładnie pięć hashtagów, nie dwanaście i nie trzydzieści,
- każdy z przedziału od kilkuset do jakichś pięciu tysięcy kont,
- szerokie tagi w rodzaju
#ai,#marketing,#bizneswprost zakazane, z uzasadnieniem w nawiasie, - tagi po polsku, chyba że temat jest natywnie angielski jak
#claudecode, - pod spodem trzy do pięciu fraz kluczowych, po przecinku, małą literą.
Ostatni punkt ma jeszcze jeden warunek, bez którego cała rzecz by się posypała: frazy muszą pochodzić z artykułu, nie z wyobraźni modelu. Konkretnie z pól title, description i tags we frontmatterze wpisu. Bez tego dostałbym ładnie brzmiące frazy, których nikt nie wpisuje w wyszukiwarkę.
Do sekcji „czego unikać" dopisałem dwie pozycje: hashtagów masowych oraz mieszania krzyżyków w treść zajawki.
Plik drugi: protokół komendy
Ścieżka: .claude/commands/www/social.md
Krok czwarty protokołu - ten, który generuje _instagram.md - dostał opis bloku SEO i gotowy szablon wyjściowy, żeby układ pliku nie zależał od humoru modelu:
[zajawka, 2-3 zdania]
Całość na blogu — link w bio 👆
#tag1 #tag2 #tag3 #tag4 #tag5
fraza pierwsza, fraza druga, fraza trzeciaPoprawiłem też sekcję „format linku", bo miała zdanie mówiące, że plik Instagrama to sam caption. Po zmianie to już nieprawda - jest caption plus blok SEO. Wersję skilla podbiłem na 1.2.0.
To jest ta nudna część roboty, której się nie widzi, a która decyduje o tym, czy narzędzie działa za pół roku. Zostawiona sprzeczność między dwiema sekcjami tego samego pliku to bomba z opóźnionym zapłonem - model kiedyś trafi na tę drugą i zrobi po staremu.
Czego nie zmieniłem
LinkedIn i Facebook zostały nietknięte. Tam hashtagi działają inaczej, a link i tak idzie do pierwszego komentarza.
Nie dokładałem też automatycznego sprawdzania popularności tagów przez API Instagrama. Kusiło, ale to dodatkowa integracja, klucz do pilnowania i kolejna rzecz, która się psuje. Na razie kryteria siedzą w tekście reguły i to wystarcza.
Jak wygląda efekt
Weźmy mój wpis o darmowych aplikacjach do zrzutów ekranu na Maca. Stary generator wypluwał:
Trzy darmowe aplikacje do zrzutów ekranu na Maca, które faktycznie
sprawdziłem. Jedna została u mnie na stałe.
Całość na blogu — link w bio 👆Po przebudowie ten sam wpis dostaje dwie linijki więcej:
Trzy darmowe aplikacje do zrzutów ekranu na Maca, które faktycznie
sprawdziłem. Jedna została u mnie na stałe.
Całość na blogu — link w bio 👆
#macos #zrzutekranu #narzedziamac #pracazdalna #produktywnosc
darmowa aplikacja do zrzutów ekranu mac, jak zrobić screen na macbooku,
alternatywa dla cleanshotZajawka się nie zmieniła. Doszło miejsce, w którym post może zostać znaleziony przez kogoś, kto o mnie nigdy nie słyszał i szuka konkretnego rozwiązania.
Wniosek, który zapisuję sobie na przyszłość
Zasady w moich narzędziach mają datę ważności, tylko nikt jej na nich nie drukuje.
„Zero hashtagów, świadomie" było dobrą regułą. Ktoś ją napisał - konkretnie ja - w momencie, gdy caption naprawdę nie miał wartości poza feedem. Potem świat się przesunął, a zdanie w pliku zostało. Wielkimi literami, więc tym trudniej było je podważyć.
Gdyby nie jedno zdanie Magdy w trakcie audytu, siedziałoby tam dalej.
To jest realna cena pracy w pojedynkę z narzędziami, które sam sobie piszesz: nikt ci nie mówi, że twoja własna reguła sprzed roku właśnie stała się błędem. Pisałem już o tym przy okazji czterech wpadek - narzędzie robi dokładnie to, o co je poprosiłeś, także wtedy, gdy prośba jest nieaktualna.
Dwadzieścia minut na zmianę w trzech miejscach. Ale najpierw ktoś musiał powiedzieć, że coś jest do zmiany.
P.S. Jeśli sam prowadzisz jakiegokolwiek skilla czy prompta z regułami stylu - przejrzyj go pod kątem zdań zaczynających się od „zero", „nigdy" i „zawsze". To są dokładnie te miejsca, w których zamroziłeś stan świata z dnia, w którym je pisałeś.
P.S. 2 Tip o wąskich hashtagach nie jest mój, tylko Magdy. Ja tylko zamieniłem go w linijki w pliku konfiguracyjnym - i to jest zasadniczo cała robota, którą wykonuję na co dzień.
